Wędrówka po mojej Helladzie – wrzesień 2011

    1024 768 Moja Hellada

    Od początku było wesoło. A to dobry znak. Zaczęło się od historycznego spotkania po 20 latach ze znajomą mi osobą. Kolejny dowód jaki ten świat jest mały.

    Połowa września 2011- idealna pora na wędrówkę po Helladzie. Grupa liczna- ponad 50 osób. Organizator – Grecos Holiday. Trasa taka sama jak w czerwcu, czyli Korfu – Igumenica – wyrocznia zmarłych Acherontas – Arta – most Rio-Antirio – Olimpia – Tolo – Epidauros – Nafplio – Mykeny – Kanał Koryncki – Ateny – Delfy – Termopile – Meteory- Metsovo – Janina (Muzeum Figur Woskowych Pavlosa Vrellisa) – Korfu.

    Już pierwszego dnia zorganizowaliśmy się doskonale. Wszyscy byli na zbiórce przed czasem.Z punktualnością nikt nie miał problemów w czasie całego objazdu. Pakowanie walizek opanowaliśmy do perfekcji. Z miejscowości Gouvia wyruszyliśmy do portu, aby przeprawić się na kontynent. W kwestii pogody bogowie olimpijscy dali nam popalić, bo grzało konkretnie. Dopiero podczas rejsu powrotnego grzmiało mocno, wiało i padało.

    Hasłem wesołej grupy było powiedzenie „jedzie ksiądz na karuzeli”, które towarzyszyło nam cały czas. Skąd się wzięło? O co chodziło? Mam to na końcu języka….. Kiedy sobie wreszcie przypomnę to napiszę. Program zrealizowaliśmy w ponad stu procentach. Dziękuję za zapał do zwiedzania! Za cierpliwość słuchania! Było pięknie.

    Poniżej zobaczycie zdjęcia uczestników wrześniowej wyprawy wybrane przeze mnie z trudem. Ich wspomnienia, ich wrażenia uwiecznione ich aparatami. Podpisy zredagowałem na podstawie nadesłanych e-maili.

    Po długiej tułaczce wzdłuż zachodniego wybrzeża Grecji dotarliśmy na Zatokę Koryncką.Przed nami Peloponez. Dostaniemy się tam przez most Rio-Antirio. Owa inwestycja jest wielką dumą Greków.Do niedawna przeprawa promem trwała prawie godzinę. Dziś w ciągu kilku minut można przejechać na półwysep Najdłuższy podwieszany most pylonowy na świecie. Ma długość 2252 metrów. Jest w stanie wytrzymać trzęsienie ziemi o sile 7,4 w skali Richtera , zderzenie ze statkiem o wadze 180 tysięcy ton i wiatr wiejący z prędkością 265 kilometrów na godzinę… A potem już tylko dwie godzinki jazdy do Olimpii.

    Olimpia. Siedzimy w Altis, świętej ziemi Zeusa, na elementach jego świątyni sprzed 2500 lat.

    Cykada. Nieodłączny towarzysz wędrówek po wykopaliskach. To stworzenie potrafi zagłuszyć każdego informując o wysokich temperaturach.

    Starożytny stadion w Olimpii. Ostatni ponoć będą pierwszymi. Jeden z zawodników zapomniał wystartować z innymi.

    Nasz kierowca Spiros z wyspy Korfu. W grupie zwany przez niektórych sprinterem.

    Antyczny teatr w Epidauros. Jesteśmy już po oficjalnej próbie akustycznej. W czasie wolnym niektórzy próbowali zmierzyć się z magią teatru. Inżynier K. tak podpisał to zdjęcie: prawie jak Maryla.

    Nafplio, najładniej położone miasto na Peloponezie. Widok z twierdzy Palamidi. Ile ostatecznie było tych schodów?

    Inżynier K. – „A mówiono nam, aby nie pić wody z nieznanych źródeł”. Pragnienie po zwiedzaniu i autokarowych sympozjach jest silniejsze niż rozsądek.

    Jeden z żołnierzy gwardii prezydenckiej podczas zmiany warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza na placu Syntagma w Atenach. Po prostu fartowne ujęcie.

    Ateński Akropol zwala z nóg. Szczególnie po zarwanej poprzedniej nocy.

    Z wizytą u Pytii. Cień, kamienie do siedzenia, słuchawki i odkrywamy Delfy.

    Stała łączność, nawet w odległości kilkudziesięciu centymetrów. Technika ułatwia życie ponad pięćdziesięcioosobowej grupie.

    Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach. Wypalenie materiału czy udawanie posągu? Przecież wyraźnie było powiedziane ,że zakazuje się pozowania na tle eksponatów.

    Według inżyniera K. & spółki, Grecja ponoć łączy ludzi na całe życie. Po dziecięciu godzinach codziennej wspólnej jazdy oraz zwiedzania nie mogliśmy żyć bez siebie. Po zakwaterowaniu, kolacji znowu zasiadaliśmy razem do pogawędek.

    Restauracja „Meteora” w Kalambace. Mama Keti prezentuje piękną, łamaną polszczyzną, swoje dania: wieprzowina gaszona winem, jagnię – bakłażany… Poezja greckiej kuchni.

    Znowu na Korfu! Po takiej wędrówce w człowieka wstępują boskie moce i już może dosłownie wszystko…..Nawet dźwigać samoloty.

    Wielkie dzięki za odpowiedź na mój apel i przesłanie zdjęć. Mam nadzieję, że w trochę inny sposób powędrowaliście po Helladzie. Wszystkim, których oprowadzałem albo będę oprowadzał życzę wielu udanych wypraw. Jeżeli chcielibyście jeszcze powspominać lub coś dodać zachęcam do zamieszczania komentarzy poniżej. Ewentualnie ślijcie e-maile na adres przewodnikpogrecji@gmail.com

    Pozdrawiam!

    Marcin Pietrzyk

    Skomentuj

    %d bloggers like this: