Po sezonie 2011

    150 150 Moja Hellada

    Kolejny, ciekawy sezon za mną. Kolejna zima, równie fascynująca, przede mną.

    Nie wiem , kiedy uciekło mi siedem miesięcy z życia. Jedno jest pewne, minęły niesamowicie szybko.

    Znalazłem w swoich komputerowych fiszkach niedokończony artykuł z kwietnia. Płynąłem statkiem na Rodos. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Santorini w deszczu czy Kos w czarnych chmurach. Uważałem się za szczęściarza, bo tam rzadko jest mokro i pochmurnie.

    Teraz próbuję jakoś ogarnąć minione lato. Od strony meteorologicznej nie było ono upalne. Ale pod wieloma innymi względami grzało. I to mocno. Na wyspie było wyjątkowo dużo turystów. Rodos pobił historyczny rekord i ugościł ponad 2,5 miliona ludzi! W każdy weekend między 15 lipca a 15 września na lotnisku lądowało ponad 270 samolotów, a wysiadało z nich około 57 tysięcy ludzi. Wielki ruch odczuwało się na każdym kroku. W tym zamęcie próbowałem oswoić się z gościnną wyspą Heliosa jako przewodnik. To był sezon pełen doświadczeń. Pokazałem Rodos ponad 4 tysiącom turystów. Przejechałem po nim wzdłuż i wszerz nieskończoną ilość razy. Objazd po wyspie, stolica i średniowieczna starówka, Lindos, Symi.I tak w kółko. Miałem wielką satysfakcję, kiedy udawało mi się przybliżyć te miejsca i pozwolić zrozumieć ich historię,rolę. Gratuluję cierpliwości moim słuchaczom i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa!

    Powłóczyłem się również po innych zakątkach Hellady. Mam za sobą dwie fantastyczne 7-dniowe objazdówki. Jedna była w czerwcu, a druga we wrześniu. Wyruszaliśmy z Korfu. A potem z Igumenicy, po przeprawie promowej, podbijaliśmy Grecję. W sumie przejechaliśmy ponad 1800 kilometrów następującą trasą: Nekromantijo,czyli wyrocznia zmarłych – Arta – most Rio- Antirio – Olimpia – Tolo – Nafplio – Epidauros – Mykeny – Kanał Koryncki – Ateny – Delfy – Termopile – Meteory – Metsovo – muzeum figur woskowych P.Vrellis w Joanina. Sporo tego na tak mało dni! Tempo było duże. Ale za to mnóstwo wrażeń. I to każdego dnia innych. Dawne nadmorskie drogi, nowoczesne i zabytkowe mosty, niekończące się góry, serpentyny, autostrady, mniejsze lub większe wioski, plantacje arbuzów, winogron,, rzeki lub ich koryta, zabytki od prehistorycznych do nowożytnych, przyroda, muzyka, jedzenie, klimat i tak dalej…..Grecja to bardzo różnorodny kraj. Nie da się go łatwo zaszufladkować. Na sukces tych fantastycznych podróży mieli wpływ przede wszystkim jej uczestnicy.Wierzę, że ogrzewają ich jeszcze wspomnienia z tej wspólnej tułaczki, kiedy przeglądają tysiące zrobionych zdjęć (na marginesie, czekam na przesłanie przynajmniej kilku, aby wrzucić na blog!)

    Przeżyłem chwile, dla których warto wykonywać zawód przewodnika. Antyczny teatr w Epidauros. Jeden z najlepiej zachowanych i największych w Grecji. Dzień wcześniej rzuciłem hasło, że liczę na pomoc kogoś z grupy podczas próby akustycznej. Jakaś piosenka, fragment wiersza, anegdota. Coś na dowód , że ta doskonała słyszalność to nie ściema. Skończyłem swoją opowieść o antycznym teatrze, o budowli i zaprosiłem wszystkich, aby zajęli miejsca na widowni. Dokonuję próby. A z boku pojawia się pomoc. Pisząc te słowa po raz kolejny przechodzą mi ciarki po skórze. Słyszę coś o wylanych łzach podczas prób, o spełnionym marzeniu….I nagle docierają do mnie słowa w starej grece. Niesamowite! Niemożliwe! To była „Medea” Eurypidesa! I jeszcze w oryginale! Z doskonałym akcentem! Stałem na scenie . Musiałem mieć ciekawy wyraz twarzy z kolekcji „mocno zaskoczony”. Absolutna cisza na widowni.Wszyscy po prostu zamarli. Słuchali.Koniec. Cisza. Oklaski.Tak poczuliśmy magię i potęgę Epidauros. Owo niesamowite przeżycie zafundowała nam Joanna Banasik, na co dzień aktorka w Teatrze Witkacego w Zakopanem. Okazało się, że gra Medeę od czterech lat.Było jej marzeniem zagrać tę Straszna Babę w takim miejscu. Asiu, wielkie dzięki za dostarczenie wrażeń i za zgodę na upublicznienie się na moim blogu!

    Tak jest w mojej robocie, że przemieszczam się dużo. Wrześniowy wtorek. Rano spotkanie z grupą w rodyjskiej jednostce marynarki powietrznej. Wiedziałem od dawna , że to nie będzie takie zwykłe city tour. Już miesiąc wcześniej dopinałem szczegóły z przedstawicielem ministerstwa obrony w Atenach. Bo mało kto, oprócz spaceru po starówce, zleca oprowadzanie po Pałacu Wielkiego Mistrza Zakonu Joanitów i Muzeum Archeologicznym. Spotkanie z przedstawicielami polskiej armii było fajne. Zaraz potem w samolot i heja do Aten, a potem jeszcze lot na Korfu. Tam już czekała na mnie silna grupa gotowa do podboju Hellady. Wśród uczestników moja profesor od angielskiego z liceum. Jaki ten świat mały! Po krótkim spotkaniu organizacyjnym , jeszcze pełen energii, ruszyłem na korfijską starówkę. Tam, w stoi Liston ,zasiadłem, aby orzeźwić się mojito. Wtedy sobie zdałem sprawę, że rano piłem kawę na starym mieście w Rodos, a teraz siedzę na starym mieście w Korfu. Jak spojrzy się na mapę Grecji to są dwa krańce tego pięknego kraju.

    Innym razem wypadło mi zastępstwo. Rozchorowała się pilotka ,a następnego dnia miał ruszyć z Zakinthos objazd po Peloponezie. Zmieniam swój rodyjski program . Jakimś cudem udało się spasować loty.Najpierw do Aten. A stamtąd przesiadka na Zakinthos. W niewielkim samolocie Olimpic Air kilkanaście osób. Startujemy punktualnie. Lot trwał 30 minut. Owe pół godziny długo będę jeszcze przeżywał. Lecieliśmy nad centrum Aten. Po raz pierwszy widziałem z góry Akropol, stadion Kalimarmaro, Grecką Agorę, plac Symtagma, stadion Olimpijski, Pireus. Znam te miejsca jak własną kieszeń. Czasami przejazd w korkach podczas objazdu po mieście zabierał nam mnóstwo czasu. A z samolotu wszystko wydawało się takie małe i tak blisko siebie. Dość szybko znaleźliśmy się nad Kanałem Korynckim. Podziwiałem z pokładu samolotu agorę w starożytnym Koryncie, Akrokorynt. A dalszy lot to po prostu uczta dla oka. Nafplio, Argos, kolejne pasma górskie Peloponezu. Próbowałem zatrzymać w pamięci jak najwięcej obrazów. Te pół godziny w powietrzu z takimi widokami pozwoliło mi zrozumieć potęgę tego „jabłka niezgody” i chęć zamieszkania tutaj przez tyle ludów na przestrzeni wieków. I w taki sposób, już następnego dnia, rozpocząłem swoją opowieść o Peloponezie.

    Tyle na dzisiaj. Przede mną zima. Fascynująca,jak wspomniałem na początku .Dlatego,że dużo i źle dzieje się w Grecji. Mam na myśli kryzys oczywiście. O tym jednak innym razem. Znowu jestem w domu w Salonikach. Drewno do kominka zniesione. Zebrałem trochę książek ,aby nadrobić braki w lekturze. Znowu pijam kawę w fajnych zakątkach miasta. No i planuję popełnić parę tekstów o mojej Helladzie.

    Pozdrawiam!

    Skomentuj

    %d bloggers like this: